Mieszkamy tu już prawie dwa lata i powoli łapiemy na czym polega hiszpański styl życia. Zanim tu przyjechaliśmy wydawało nam się, że Hiszpania i Polska to dwa różne światy i ciężko będzie te dwa kraje porównywać ze sobą. A jak jest w rzeczywistości? Zobaczmy po kolei.

Obcy ludzie są dla siebie uprzejmi

To zdecydowanie największa różnica jaką zauważyliśmy właściwie już od samego początku mieszkania tutaj. Nikt się na nikogo nie wydziera, ludzie przepuszczają się w drzwiach i nie patrzą spode łba kiedy potrącisz ich w metrze. Kiedy przyjeżdżają tu kibice innych klubów Barcelończycy nie ganiają ich z maczetami. Generalnie Hiszpanom nie trzeba wiele żeby zacząć ze sobą rozmawiać: kiedy jakaś grupa śmieje się i żartuje na pół autobusu to jest spore prawdopodobieństwo, że poznali się chwilę wcześniej.

Ostatnio szukałem na Bornie sklepu zoologicznego, więc spytałem o jakiś pierwszego napotkanego chłopaka idącego z psem. Nie pokazał mi gdzie iść ale poszedł ze mną i chociaż się pomylił (co też typowe, o tym w następnym punkcie) to znaleźliśmy kolejny sklep kawałek dalej.

To jest dosyć typowa historia bo generalnie rzecz biorąc Hiszpanom nie trzeba wiele żeby zacząć z Tobą rozmawiać. Oczywiście jeżeli znają angielski to będą próbowali gadać w tym języku, a jeżeli znasz hiszpański to będą podwójnie zachwyceni i za chwilę zostaniecie dobrymi znajomymi. Trzeba tylko uważać bo jeżeli faktycznie uda ci się sklecić chociażby jedno zdanie w języku hiszpańskim bez wielkich błędów Hiszpan uzna, że mówisz wyśmienicie i zacznie gadać do Ciebie jak do rodaka. A jeżeli już o języku mowa to…

…komunikacja jest problemem

Mieszkaliśmy już w kilku krajach wcześniej: w Anglii, Niemczech i Szwecji (osobno) i na Cyprze (razem). Wiemy dosyć dobrze jak to jest być gościem w czyimś kraju i wiemy, że nie zawsze trafia się na super miłych i uczynnych „tubylców”, którzy pomogą Ci się zaaklimatyzować. Tylko że teraz ten problem jest bardziej techniczny: Hiszpanie angielskiego po prostu nie znają. A przez to my go nie bardzo próbujemy nawet używać i dogadujemy się w ich języku. Plus tej sytuacji jest taki, że intensywnie uczymy się hiszpańskiego czego na Cyprze nam np. zabrakło, wszyscy mówili po angielsku i z greckiego pamiętamy jedynie kilka podstawowych zwrotów.

Tu też jest wszędzie burdel!

Jak swojsko! Starter do telefonu kupujesz dopiero w trzecim sklepie i nigdy nie wiesz jaką masz taryfę, na poczcie stoisz pół godziny żeby wysłać list, a zainstalowanie internetu jest niemożliwe bo w twoim budynku nie ma odpowiednich przyłączy. No, chyba że twój budynek ma dwa adresy to pod jednym się da, a pod drugim nie.

Tego typu historii mamy coraz więcej ale i tak nic nie przebija poziomu obsługi w barach i restauracjach. Właściwie to myśleliśmy, że skoro przyjeżdża tu tylu turystów i to właściwie oni chronią ten kraj przed ruiną to Hiszpanie starają się o nich dbać. Nic bardziej mylnego. Właściwie to opisanie przebiegu przeciętnego wyjścia do restauracji w Barcelonie to skomplikowana i najeżona po drodze masą pułapek akcja, która może sprawić, że będziesz mieć ochotę wywalić stolik, wrócić do hotelu i siedzieć w nim do końca wyjazdu. Oczywiście trochę przesadzam, ale na wszelki wypadek wchodząc do hiszpańskiej knajpy uzbrój się wcześniej w sporą porcję cierpliwości i przypomnij, że jesteś we wspaniałym słonecznym miejscu, a zaraz obok czeka na Ciebie cudowna złota plaża.

Szukanie mieszkania na wynajem jest trudne

Jeżeli interesuje Cię mieszkanie w centrum musisz liczyć się z tym, że nie znajdziesz niczego sensownego za mniej niż 700-800 eur/miesiąc za dwa pokoje. Jeżeli będziesz mieć szczęście w tej kwocie zawrą się jakieś rachunki, a może nawet internet. Nie szukaj mieszkania w którejś z turystycznych dzielnic (Gòtic, Ciutat Vella, okolice Rambli) – będzie jeszcze drożej i głośniej. Jedyne, co będzie łatwiejsze to utrata portfela. Do tego większość mieszkań jest wystawianych nie prywatnie, ale przez agencje, które biorą właściwie za nic prowizję w wysokości jednego czynszu. Aha, jeden depozyt? Zapomnij. Tutaj standardem są dwa, a nawet trzy depozyty, które zazwyczaj dostajesz po wyprowadzce z mieszkania. No, ale najpierw trzeba je mieć.

Nawet nie myśl o zabraniu ze sobą auta

Jeżeli je masz – sprzedaj przed wyjazdem. Miejsca parkingowe nawet na parę godzin są ekstremalnie trudne do znalezienia, a te na stałe będą kosztować majątek. Nasz samochód stał głównie na parkingu pod jednym z muzeów, 15 minut spacerem od miejsca, gdzie aktualnie mieszkamy. Zdawało nam się, że nic mu się tam nie przytrafi, jakie było nasze zaskoczenie, gdy któregoś razu zastaliśmy je zarysowane kluczami dookoła! Kilka dni później wsiadłem w nie po raz ostatni i zawiozłem do Polski do komisu. Skorzystaj z naszych bardzo niemiłych doświadczeń i nie przyjeżdżaj tutaj autem w ogóle. Najszybsze formy transportu w Barcelonie to metro, skuter, rower albo spacer. Są też dużo tańsze i bardziej ekologiczne, więc pozbądź się tego zbędnego ciężaru jakim są cztery koła.

Filmy w tv są dubbingowane

Pewnie też dlatego Hiszpanie nie są znani z wybitnej znajomości angielskiego. W kinach podobnie, ale nie we wszystkich – np. kino Renoir, Yelmo Multicines czy Balmes Multicines oferują filmy w oryginalnej wersji językowej plus napisy po hiszpańsku. To jest też dobry sposób na uczenie się języka.

A propos języka…

Stara reguła, która mówi, że „tubylcy” lepiej na Ciebie patrzą gdy starasz się mówić po ichniemu ma zastosowanie chyba wszędzie w Europie poza Paryżem. Tak więc następnym razem zamiast „coffee with milk” spróbuj zamówić „café con leche”. Hiszpanie naprawdę to doceniają, nawet jeśli po chwili znowu zaczną mówić do Ciebie po angielsku.

Sjesta

Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile razy chodząc po Barcelonie złapaliśmy się na szukaniu knajpy z jedzeniem miedzy 15, a 19 podczas sjesty. Zdarza nam się to do dzisiaj, ponieważ nie dorastaliśmy na południu Europy i jesteśmy przyzwyczajeni do jedzenia w porze obiadowej typowej dla naszego kraju. Niestety większość knajp jest tu właśnie w tych godzinach zamknięta, dotyczy to też wielu sklepów i aptek.

W niedzielę zapomnij o zakupach…

Prawie wszystkie większe markety i sklepy sieciowe są tutaj zamknięte w niedziele. Na początku musieliśmy się przestawić, ale teraz doceniamy ten dzień i łatwiej jest nam zaplanować jakiś chillout na plaży zamiast sesji w galeriach handlowych 😉

Barcelona Plaża Llevant Zawsze na wakacjach

I punkt dodatkowy – jeżeli masz psa, który jest nauczony żeby załatwiać się na trawie będzie musiał się przestawić

Zielone skwery nie są dostępne wszędzie, a nawet jeśli to nie zawsze wolno po nich chodzić z psem. Miasto posiada dużo wybiegów dla czworonogów ale też niekoniecznie będziesz mieszkać koło jednego z nich. Tak więc wyluzuj i zawsze miej przy sobie torebki na wypadek gdyby twój milusiński niespodzianie stuknął brązem o asfalt. Nikt Ci nic nie powie.

P.S. Barceloneta poza sezonem niezmiennie pozostaje jednym z najfajniejszych miejsc na świecie.

UDOSTĘPNIJ
identicon
Kibic Barçy od ’96 i stały bywalec Camp Nou.

ZOSTAW KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Wpisz swoje imię